Site Loader
Purnululu Australia

Aby tam dotrzeć, trzeba pokonać bezkres pustkowia i przemierzyć tropikalną sawannę. Na mecie czeka jednak nagroda – kopuły w tygrysie pasy, poprzecinane wijącymi się dziko wąwozami. Położone w Australii Zachodniej pasmo górskie Bungle Bungle należy do Parku Narodowego Purnululu. Ukryte skutecznie przez naturę, ujawnia swoje sekrety najwytrwalszym wędrowcom.

Czerwony kurz kłębi się za tylną szybą samochodu i wpada bez pytania przez nieszczelne drzwi. Za oknem pustka, przyozdobiona tu i ówdzie nadętymi, bezlistnymi baobabami oraz pachnącymi krzakami przesuszonych eukaliptusów. Żar leje się z nieba, powietrze ani drgnie. Wśród kłujących traw ukrywają się stada rozleniwionych kangurów. Jedynie dzikie wielbłądy, pasące się w oddali, są w stanie znieść ten upał. Od najbliższego miasteczka, Kununurry, dzieli nas ponad 300 kilometrów, ale wciąż nie widać końca drogi. Trzeba jechać powoli, ostrożnie. Wąska ścieżka może być wyzwaniem nawet dla potężnej terenówki; zresztą bez napędu na cztery koła nie warto się tu wybierać. Ostre jak brzytwa kamienie pojawiają się niespodziewanie, trzęsie jak diabli.

Tu-dum, tu-dum, tu-dum. Dalej jest urwisko, dziura w trakcie, wyżłobione przez zeszłoroczny deszcz koryto i głęboka wyrwa. Pełna wrażeń podróż przez pustkowia ciągnie się przez dwie godziny, jednak na końcu drogi krajobraz diametralnie się zmienia.

Z płaskiej sawanny wyrastają nagle mogoty – kopulaste ostańce, pomalowane przez naturę w pomarańczowo-czarne pasy. Erozja drążyła je i wypłukiwała przez 20 milionów lat. Pasiasta tekstura powstała dzięki wieloletniej współpracy sinic z piaskowcem kwarcowym. W ciemnych warstwach skały żyją cyjanobakterie, a te jaśniejsze zawdzięczają kolor tlenkowi węgla. Pod tą skorupą kryje się delikatny jak mąka piaskowiec, który przy najmniejszym dotyku rozpyla się w powietrzu. Przypominające wielką pasiekę pasmo Bungle Bungle długo pozostawało w ukryciu. Aż do roku 1983, gdy trafiła tutaj ekipa filmowa dokumentu „Cuda Zachodniej Australii” i zrobiła nieznanym górom reklamę (wcześniej w okolicy mieszkali tylko członkowie aborygeńskiego plemienia Kija; potem przybywali także poszukiwacze złota oraz pasterze krów). W głąb rozległego labiryntu prowadzą tylko wąskie przesmyki.

Jedna z tras wiedzie do wielkiego naturalnego amfiteatru – Wąwozu Katedralnego, gdzie godzinami można wsłuchiwać się w porywającą zabawę dźwięków. Skalne półki po lewej stronie zapraszają na widownię. Brzmienie rozchodzi się wokół, jakby przyklejone
do ścian; dźwięki z naprzeciwka zdają się dobiegać zza pleców. Inna droga, przez położony nieopodal wąwóz Piccaninny, wiedzie wśród piaskowych łuków i szczelin udekorowanych aborygeńskimi malowidłami. Niekiedy zmusza do skoków nad otchłanią. W końcu sprawia jednak niespodziankę. Wśród czarnych klifów kryje się głęboki basen Black Rock Pool z lodowatą wodą. Wycieczka szlakiem zwanym Przepaścią Kolczatki (Echidna Chasm) też potrafi zaskoczyć. Zielone palmy liwistony wyrastają znikąd, ptaki świergoczą w krzakach dzikiej marakui. Ścieżka staje się coraz węższa, wreszcie zmienia się w szeroki zaledwie na metr korytarz, ze ścianami sięgającymi firmamentu. Słońce nie jest tu częstym gościem. Pod wieczór niebo popisuje się feerią barw. Bungles zmieniają kolory – z pomarańczowego na intensywnie czerwony, z brązowego na głęboką czerń.

Panorama z punktu widokowego Walanginjdji nie ma sobie równych. Kangury budzą się z letargu, na spacer wybierają się niebieskogłowe kazuary. Zapada zmrok. Nad głową zapalają się miliony gwiazd. Okolica w promieniu setek kilometrów pozbawiona jest miast i zanieczyszczeń powietrza, a jedyną widoczną drogą pozostaje Droga Mleczna. Temperatura gwałtownie spada, pozwala zregenerować siły, odpocząć. Aborygeńskie legendy – opowieści o mistycznych terenach Parku Narodowego Purnululu; o miejscu, gdzie wydarza się magia – przenoszą w krainę snów. W oddali słychać skowyt wygłodniałego psa dingo, wąż syczy, gdzieś między skałami przeraźliwie muczą zagubione krowy. Delikatny wiatr unosi nieśmiało suche liście. Rano promienie słońca wdzierają się do namiotu. Czas nagli. Po turystów przybywa helikopter. Przelatuje nad uśpionymi jeszcze czaszami Bungle Bungle. Oczom ukazuje się pole przypadkowo rozsianych pagórków. Jedno spojrzenie pomaga zrozumieć ogrom natury i odkryć największy australijski skarb.

Obserwator