Site Loader
Żółw - Seszele

Plaże o złotym piasku, oszałamiające podwodne ogrody, lazurowe morze, tropikalna roślinność, 30 stopni. a tłoku żadnego! Nic dziwnego, że hasło reklamowe Seszeli to „inny świat”. Czy ten inny świat można sobie kupić? Można, choć  nie tanio. I nie wszyscy  chcą go sprzedać.

Brendon Grimshaw ma 86 lat. Mieszka na Moyenne, małej wyspie w archipelagu Seszeli, którą kupił ponad 40 lat temu za 20 tys. dolarów. Rzucił wtedy pracę w londyńskim wydawnictwie, sprzedał, co miał, i przeprowadził się na swoją wyspę, na której rosły ledwie cztery drzewa. Przez lata posadził ich tam kilkanaście tysięcy, a swój kawałek ziemi, wystający niewysoko ponad wody Oceanu Indyjskiego, zmienił w rezerwat przyrody, dający schronienie żółwiom i tysiącom ptaków. W 2012 roku Brendon stał się bohaterem internetu. Portale całego świata obiegła informacja, że staruszek nie chce zarobić milionów dolarów, które za wyspę oferują koncerny hotelarskie. Powtarza, że ważniejsza jest dla niego ochrona zwierząt i wygodne życie, więc wyspy nie sprzeda. Dla lokalnej społeczności jego postawa to doskonała ilustracja ducha tej krainy broniącej przyrodę wysp przed masową turystyką.  

Koszty tej obrony płacą jednak… turyści. 414 zł – taką cenę wyświetla booking.com za pokój w pensjonacie na Seszelach podczas tych wakacji. To cena najniższa z możliwych. Droższe oferty sięgają 5000 zł za noc. A najdroższe nie znają granic. W zamian za to nie ma tu hotelarskich molochów na plażach. Bujna zieleń wysp kryje nawiązujące do tradycyjnego budownictwa niewielkie i luksusowe resorty. Takie jak Saint Anne Resort, jeden z najbardziej ekskluzywnych hoteli na Seszelach, należący do znanej sieci Beachcomber. Schowany na prywatnej wyspie Saint Anne, położonej 10 minut łodzią z Mahé. Całość porośnięta palmowym lasem, niewielkie domki-apartamenty z tarasami i ogrodami, część z własnymi basenami, spa, restauracje. Podobnych miejsc jest na Seszelach kilkadziesiąt. Ich goście trafiają tu zazwyczaj hydroawionetkami. Skuszeni nie tylko perspektywą luksusowego wypoczynku, ale też nieograniczoną możliwością kontaktu z dziką przyrodą. Taką jak wielkie morskie żółwie, także te najrzadsze, zielone, które przypływają na plaże hotelu Saint Anne Resort między październikiem a styczniem, aby składać jaja. Dwa miesiące później goście hotelu mogą obserwować spektakl wykluwania się małych żółwików i ich zgodną z odwiecznym instynktem wędrówkę do oceanu. 

Seszele leżą na Oceanie Indyjskim, na północny wschód od Madagaskaru. Wszystkich wysp jest 115 – przynajmniej z tą liczbą można spotkać się najczęściej, choć w konstytucji Republiki Seszeli zapisano, że jest ich 155. I tylko na 33 z nich mieszkają ludzie. Największe cztery to Mahé ze stolicą Victorią, Praslin, Silhouette i La Digue, przy czym ta ostatnia ma… zaledwie 10 km2. Wiele wysp ma prywatnych właścicieli – są zresztą tak maleńkie, że często mieści się na nich ledwie jeden hotel.

O rajskich Seszelach świat dowiedział się dzięki kupcom i żeglarzom. Pierwsi dotarli tu Arabowie, potem Francuzi i Brytyjczycy. Swoje miejsce na wyspach znaleźli też przybysze z Afryki i z Azji. Dzisiejsza ludność wysp to prawdziwa mieszanka ras. Tu spotkały się geny europejskich kolonizatorów, afrykańskich niewolników, ale też kupców z Indii i Chin. Miejscowi w domach rozmawiają po kreolsku, choć każdy zna też angielski i francuski – pozostałe dwa języki urzędowe. I co ciekawe, jest to społeczeństwo matriarchalne. W rodzinach rządzą kobiety – to one wychowują dzieci i podejmują ważne decyzje. Często w seszelskich rodzinach wcale nie ma ojca – niezamężne matki, głowy rodzin, to normalna sprawa. Seszelczycy w swoim życiu wiążą się zwykle kilkakrotnie i mają dzieci z różnych związków. A przy tym ponad 80 proc. mieszkańców wysp to… katolicy. Obywateli nie ma wielu. Seszele to kraj o najmniejszej w regionie liczbie mieszkańców. Wyspy zamieszkuje ok. 85 tys. osób, co tworzy swoisty małomiasteczkowy klimat: każdy dla każdego jest kuzynem, szwagrem, sąsiadem.

Niepodległym państwem są Seszele ledwie od 1975 roku. I wydaje się, że nie jest to najważniejsza data w historii tego kraju. Istotniejszym momentem był rok 1971, kiedy to w Victorii otworzono międzynarodowe lotnisko. To wydarzenie zmieniło Seszele z mało znaczącego producenta cynamonu i wanilii w turystyczny raj. Od tej chwili głównym przemysłem i źródłem dochodów stała się turystyka, w której pracuje dziś ok. 30% mieszkańców wysp i która przynosi 70% wpływów do państwowego budżetu. Dziś Seszele to zresztą lokalny finansowy potentat – z dochodem na  mieszkańca prawie 8000 dolarów. Lepiej powodzi się ludziom tylko na Mauritiusie.

Na Seszelach nie ma zabytków ani muzeów. Stolica kraju, Victoria, to małe, 25-tysięczne miasteczko, w którym główną atrakcją jest miniaturowy Big Ben. Wszystko do zobaczenia w nie więcej niż dwie godziny. To, co na wyspach jest naprawdę  warte uwagi, to krajobrazy i przyroda. Już podczas trzygodzinnego objazdu Mahé można poznać Seszele od każdej strony. Droga prowadzi przez góry, gdzie ze stromych urwisk rozpościera się bajeczny widok na wyspę. Bujna roślinność opanowała każdy zakątek. W wyższych partiach można zobaczyć unikatowe drzewa meduzy, których rozłożyste korzenie wrastają nawet do kilkunastu metrów w głąb ziemi. Najpiękniejsze są jednak plaże i urokliwe zatoczki. To obrazek jak z pocztówki: lazurowe morze, biały piasek, palmy i cisza. Z plaż na Mahé najsłynniejsze są Anse Royale i Anse Takamaka oraz najdłuższa Anse Major. Trasę wokół wyspy najlepiej przejechać samochodem – z jego wypożyczeniem nie ma problemu, droga za to jest kręta i górzysta, a ruch lewostronny. Tłoku na niej natomiast nie będzie. Władze i mieszkańcy wyznają zasadę „mniej, a lepiej”: stawiają na turystę majętnego i wymagającego, a także dbają o wizerunek wysp jako miejsca ekskluzywnego wypoczynku. To nie tylko przemyślane działanie biznesowe, ale i sposób na to, by Seszeli nie zadeptały tłumy przyjezdnych. Dzięki tej taktyce Seszele są światowym liderem zrównoważonej turystyki, czyli takiej, która daje zarobek mieszkańcom, ale wywiera minimalny wpływ na środowisko naturalne. Prawa chroniące przyrodę są tu restrykcyjne – prawie połowa powierzchni kraju to tereny pod ścisłą ochroną. Chronione są też zwierzęta i ptaki. Gigantyczne morskie żółwie, których najwięcej żyje na wyspie Aldabra, można spotkać na całych Seszelach, zarówno w naturalnym środowisku, jak i w prywatnych hodowlach przy hotelach. Wyspy to także ptasi raj – tu na zimę zlatują wędrowne ptaki z Europy i Azji. Są też gatunki endemiczne, jak czarna papuga czy śpiewająca sroka. 

Za symbol Seszeli uchodzi jednak roślina: coco-de-mer, gigantyczny, ważący nawet do dwudziestu kilogramów kokos. Rośnie na osiemsetletnich palmach w parku narodowym Vallée de Mai na wyspie Praslin. Coco-de-mer nazywany jest owocem miłości – po rozłupaniu orzech kształtem przypomina kobiece pośladki. I jego rysunek można spotkać wszędzie: w kurortach, sklepach z pamiątkami, nawet w narodowym godle Seszeli. Z kokosem coco-de-mer wyjeżdża też każdy turysta z Seszeli – w formie pieczątki wbitej do paszportu.

„Proszę, szanuj żółwie. Są prawdopodobnie starsze od Ciebie” – takie tabliczki przymocował do drzew na swojej wyspie Brendon Grimshaw. I on, i odwiedzający go turyści mają świadomość wyjątkowości tego miejsca. Przyjeżdżają tu niby do raju na Ziemi, opuszczają go z poczuciem niezawinionej krzywdy. Tylko szczęśliwi mieszkańcy Seszeli uważają, że tak po prostu wygląda świat. Że jest rajską wyspą.

SPRAWDZONE PRZEZ NAS:

Seszele mają łagodny, tropikalny klimat. Ciepło jest przez cały rok: 25-30ºC. Pora deszczowa wypada w styczniu, najcieplej  jest w kwietniu. 

Transport

Na największych wyspach kursują autobusy, można wynająć taksówkę lub wypożyczyć samochód. Z Mahé na Praslin regularnie latają samoloty narodowych linii Air Seychelles. Aby dotrzeć na większość małych wysp trzeba jednak wynająć łódkę. 

Gdzie spać

Średnia cena za dobę w trzygwiazdkowym hotelu to 700 zł, w pięciogwiazdkowych od 2500 zł w górę. 

Beachcomber-Sainte Anne Resort & Spa. Prywatna wyspa oddalona o 10 minut od portu w Mahé. Pięć gwiazdek „z plusem”. Hotel składa się z 87 willi dyskretnie ukrytych między tropikalną roślinnością (część ma baseny). Jest luksusowe spa, restauracje, a po wyspie jeździ meleksowa komunikacja. Wynajęcie domu od 400 euro (1 600 zł) za noc. 

Savoy Resort and Spa to duży, nowoczesny hotel, otoczony zielonym wzgórzami tuż przy jednej z najpiękniejszych plaż.  Ze stolicy archipelagu – Victorii jedzie się tutaj 15 minut.   Pokój dwuosobowy kosztuje od 270 euro (1 120 zł). 

Atrakcje

Wyspa Mahé. Największa z wysp seszelskiego archipelagu. Jest tu ponad 70 plaż, wszystkie z drobnym, białym i żółtym piaskiem. Raj dla miłośników desek surfingowych lubiących wysokie fale. Można odwiedzić plantację wanilii i cynamonu, zwiedzić kolonialne dworki i ogród botaniczny. 

Silhouette i North Island. Wyspy położone na północny-zachód od Mahe. Silhouette jest niemal nietknięta przez cywilizację, nie ma na niej dróg, a przyroda pozostała w prawie nienaruszonej postaci. 5 km na północ od niej leży Wyspa Północna – pierwszy odkryty ląd w całym archipelagu. Na jej terenie ulokowało się kilka luksusowych hoteli.

Park narodowy i rezerwat Valée De Mai na wyspie Praslin. Można zobaczyć endemity seszelskiej przyrody: palmę coco-de-mer czy ogromne żółwie (niektóre pamiętają jeszcze XIX wiek). Rejs po wysepkach, również tych najmniejszych, na południu Seszeli Zewnętrznych. Archipelag ma 211 km2 (prawie połowa powierzchni kraju). Są słabo zaludnione, a ich mieszkańcami są często tylko ekipy pracujących w luksusowych ośrodkach wypoczynkowych. Wyspy mają pochodzenie koralowe i są wspaniałym miejscem do nurkowania. 

Obserwator